Teściową należy hołubić. To matka naszej drugiej połówki, w dodatku osoba starsza, często schorowana i samotna, czasami rozczarowana życiem. Zamiast z nią walczyć, za oręże mając własną młodość i przebojowość, czasami trzeba odpuścić. Ugryźć się w język, wykonać przyjazny gest. Wysłuchać. Teściowa też człowiek, więc najprawdopodobniej zareaguje pozytywnie.
Oho, już się zaczyna. Stara, schorowana ... trzeba odpuścić. Odpuszczasz i odpuszczasz ... a tu ni stąd ni zowąd rozpada Ci się małżeństwo! Pomóc, owszem, trzeba, ale przede wszystkim trzeba się skupić na własnym stadle. I słuchać żony, a nie jej czy własnej matki.
Ojojoj... jaki egoista. Nie musisz odpuszczać cały czas. Zrób to raz, a kolejny postaw na swoim. Używając rozumu i serca, można osiągnąć stan względnego spokoju i pokoju. Wychodząc za mąż czy też żeniąc się wchodzimy do innej rodziny z całym bagażem mam, tatusiów, cioć i wujków... I w tym stadzie trzeba sobie radzić, a nie tchórzyć w imię świętego spokoju.
Nazywasz moją postawę tchórzostwem? Ja tylko próbuję zwrócić ci uwagę na te wszystkie toksyczne relacje pomiędzy małżeństwami a teściami. Na pewno znasz taki termin: "syndrom Piotrusia Pana". Młody żonkoś nie może uwolnić się od własnej mamusi i pozostaje jej ukochanym synkiem, a żona musi znosić bez przerwy cierpkie uwagi teściowej. Taka postawa zdziecinniałego mężczyzny nazywa się fachowo "hypengyophobia" - lęk przed dorosłością. Ja namawiam po prostu do bycia dorosłym!
...jeśli nie tchórzostwem to chowaniem głowy w piasek. Toksyczne relacje nie biorą się znikąd. Jeśli poślubiłaś (poślubiłeś) Piotrusia Pana, albo tzw. Wieczną Dziewczynkę - a sam nie należysz do osób ustępliwych - to sam sobie zgotowałeś (zgotowałaś) piekło. I dorośle trzeba się w tej trudnej sytuacji odnaleźć, a nie iść na łatwiznę i odcinać się od teściowej.
Wolę wychowywać się sam jako małżonek, pod okiem żony i samemu strofować tego chłopca w sobie. Połajanki teściowej tylko by mnie utwierdzały w dziecięctwie, a pełne zrozumienia uwagi mojej mamy - jak pisał Witold Gombrowicz - "upupiłyby" mnie już na całe życie. Trzeba mieszkać osobno, nie dbać o zdanie starszego pokolenia i razem z żoną brać się za bary z dorosłością. Ot, co! :)
O matko! Jak można odcinać się od starszego pokolenia. To tak jakbyś odciął własne korzenie. Poza tym, trzeba być bardzo niepewnym siebie by bać się "upupienia" przez starszą panią!
Oj, nie lekceważ starszych pań. One często mają więcej życiowej energii niż się wielu wydaje. Poza tym w tych toksycznych rodzinnych związkach teściowych i teściów z młodszymi małżeństwami, stosowane są czasami bardzo subtelne zagrywki. "Upupianie" zięcia, a jeszcze częściej synowej to cała strategia, wymagająca doświadczenia, a tego wiekowym paniom (i panom-teściom) nie brakuje.