Na trzy dni trafiłam do modowego nieba. Jeśli od mody można się uzależnić, to tam jest to absolutnie pewne. Od tamtego czasu torebki śnią mi się codziennie…
Moja praca w Paryżu polega na wybieraniu stylizacji dla klientki. Dzień jak co dzień w pracy osobistej stylistki. Ale wybieram wśród najlepszych kolekcji na świecie, do tego, gdzie nie spojrzę tam inspiracje. A Paryż, jak na złość tej jesieni nosi się na czarno. Choć muszę przyznać, że czarny w Paryżu jakoś mniej mnie odstręcza. Świetna jakość, bardzo oryginalne formy i obowiązkowa czerwona szminka czynią go bardziej znośnym.
Paryż też kocha bluzy. Szczególnie te z najnowszych kolekcji projektantów. Zakładane do rozkloszowanych spódniczek i sportowych butów to wygodny i modny look, który spokojnie da się znaleźć w polskich sklepach.
A skoro to miasto zakochanych ja też się zakochałam…w butach z futrem, superkobiecych ołówkowych spódnicach znanego duetu z Włoch i różowym szampanie, który doskonale pasował do mojego pastelowego garnituru, który już mogliście widzieć w wideo dla RMF24.pl. W tym garniturze właśnie spotkałam jedną z najlepszych stylistek na świecie Carine Roitfeld i nadal jestem pod wrażeniem jej klasy i uprzejmości (to nieczęste w świecie mody). I choć mój garnitur jest z sieciówki i tak czułam się w nim jak gwiazda.
Na przekór czerni starałam się także promować kolor granatowy (trochę mi się udało, fotka na dowód do zobaczenia tutaj), a koszulka "prince? Whera are you?" polskiej marki słynącej z ciekawych nadruków wzbudzałam zainteresowanie gdziekolwiek się nie zjawiłam. A więc moi drodzy - nie jest tak źle, w Polsce też można się fajnie ubrać! Choć zakupy w Paryżu…marzenie. Gdziekolwiek będziecie kupować - bon shopping!