Akta sprawy dotarły do prokuratury we wtorek. Śledztwo będzie wszczęte w ciągu najbliższych dwóch tygodni.
Przy wjeździe na autostradę w nocy z 2 na 3 czerwca jadące na sygnale karetki ratownictwa medycznego Falck z Brzegu natrafiły na zamknięte szlabany na węźle Przylesie. Ratownicy zatrzymali pojazd na 3 minuty, ale osoby znajdujące się w budkach poboru opłat nie zareagowały na obecność karetek. W końcu jeden z ratowników ręcznie wyłamał szlaban bramki. Taka sama sytuacja zdarzyła się przy wyjeździe z autostrady A4 na węźle Prądy. Karetki straciły przez to kilka minut.
Rzeczniczka firmy odpowiedzialnej za pobór opłat na autostradzie A4 - Dorota Prochowicz - twierdzi, że zachowanie ratowników, którzy jechali karetkami, było nieuzasadnione. Wyjaśniała, że powinni oni pobrać bezpłatny bilet. Wtedy wjechaliby na autostradę bez przeszkód.Współczujemy matce ofiary wypadku, ale utrzymujemy, że wjazd na autostradę nie był utrudniony. Złożyliśmy wyjaśnienia w tej sprawie opolskiej policji - powiedziała Prochowicz. Dodała, że jeśli zajdzie potrzeba, firma przekaże śledczym nagrania z monitoringu.
Kobieta chciała też powołania biegłego z dziedziny architektury i sztuki budowlanej, by ten sporządził opinię nt. tego, czy bramki na autostradzie A4 - w tym na węźle Przylesie - mają pas awaryjny dla przejazdu służb ratowniczych, pojazdów policyjnych i strażackich. Jeśli nie - to czy są zbudowane zgodnie ze sztuką i spełniają wymogi bezpieczeństwa.