Otóż, proszę Państwa, to tak nie chodzi. Jak ktoś myśli, że senator opozycji i dwóch senatorów partii demokratycznej USA piszą, ot tak sobie, do innego rządu i to jest ich prywatne stanowisko, to nie znają się na amerykańskiej polityce i dyplomacji. W praktyce politycznej Stanów Zjednoczonych nie może tak sobie trzech deputowanych pisać co chce i do kogo chce. Im to się w pale nie mieści. List ten - obojętnie kto był jego inspiratorem - powstał po konsultacji z Departamentem Stanu USA i był formą "miękkiego napomnienia". Rozumie to dobrze Minister Waszczykowski i potraktował ten list poważnie. Choć na użytek wewnątrzpolski wskazał Ministra Sikorskiego jako inspiratora (czego nie sposób wykluczyć).
Ale to jest tylko jedna - nie najważniejsza część sprawy. Amerykanie nami się interesują, bo mają do rozstrzygnięcia sprawę strategiczną. Z kim pójść przeciw Państwu Islamskiemu? Wiadomo, że to będzie kwestia w ciągu najbliższych lat najważniejsza. Można pójść z Rosją, co daje duże szanse na sukces. Ale to oznacza spełnienie ambicji Putina, uznanie Rosji za partnera w rozstrzyganiu spraw świata. Można pójść też z Unią Europejską, ale do tego potrzebni są lojalni i przewidywalni sojusznicy.
Jeśli wybiorą pierwszą drogę, to potrzebna jest im Polska niedrażniąca Rosji, żadnych stałych baz i żadnych pretensji. Wokół granic Rosji spokój - to oczywiste żądanie Putina. Jeśli wybiorą drugą drogę, to dostaniemy stałe bazy NATO, ale i też zostanie sformułowane żądanie, że wokół ewentualnego udziału naszych żołnierzy w interwencji syryjskiej rząd będzie gromadził jak najszersze poparcie społeczne. I o to, tak naprawdę, pytają Amerykanie. Czy rząd Rzeczypospolitej jest w stanie nie pogłębiać atmosfery polityki konfrontacji w naszym społeczeństwie. Na razie - jak się wydaje - nie otrzymali satysfakcjonującej odpowiedzi. Stąd pewnie będzie drugie "upomnienie" - czyli Obama nie spotka się z Panem Prezydentem Dudą w trakcie szczytu antyatomowego.
Co wybiorą Amerykanie i jaka powinna być nasza reakcja - oto jest pytanie? Może nawet ważniejsze niż o "Bolka".