Naloty przeprowadziły "trzy samoloty B2 amerykańskiego lotnictwa, jak również samoloty F-15 i F-16 sił powietrznych oraz jeden samolot AV8-B piechoty morskiej - oświadczył rzecznik dowództwa sił zbrojnych USA na Afrykę Kenneth Fiedler. Celem bombowców były przede wszystkim obiekty lotnicze i systemy obrony przeciwlotniczej" - dodał rzecznik.
Jak podkreślił, żaden amerykański samolot nie ucierpiał w tej operacji.
Wcześniej szef kolegium sztabów połączonych armii Stanów Zjednoczonych Mike Mullen podkreślił, że interwencja powstrzymała siły lojalne wobec Muammara Kadafiego w Bengazi, a międzynarodowe uderzenia osłabiły libijską obronę przeciwlotniczą. Nie ma także oznak, aby libijskie lotnictwo znajdowało się w powietrzu.
Zwrócił uwagę, że nic nie wskazuje na to, by Kadafi zamierzał użyć broni chemicznej, a także nie ma doniesień o cywilnych ofiarach akcji. Jak zaznaczył, cele międzynarodowej operacji są ograniczone do realizacji rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i nie należy do nich odsunięcie od władzy Kadafiego. Według Mullena Kadafi będzie jednak musiał podjąć decyzje dotyczące własnej przyszłości.