Podano między innymi przykład masowo oglądanego filmiku, na którym trzech nastolatków z zakrytymi twarzami stoi na tle szkolnej tablicy, grożąc "zakładnikowi" z głową przykrytą czarną tkaniną. Nagraniu towarzyszą okrzyki w języku arabskim i "błagania" zakładnika o spełnienie żądań porywaczy, grożących mu obcięciem głowy.
W ten sposób włoska młodzież naśladuje nagłaśniane przez media przypadki porwań w Iraku i Afganistanie. Na jednym z filmów słychać, jak jego autorzy zapowiadają: Mamy na wyłączność wideo z porwania naszego wysłannika o pseudonimie Czerwony Kapturek. Oto relacja Al-Dżaziry. Tak nastolatki bawią się między innymi w szkolnych klasach.
Trzeba interweniować. Te dzieciaki wiedzą znakomicie, co robią. Te sceny znają z telewizji - powiedział dyrektor pierwszego we Włoszech ośrodka pomocy dla ofiar przemocy w szkole, Luca Bernardo. Jego zdaniem to, co dzieje się w szkołach, nie jest "dziecinnym wybrykiem", lecz bardzo niepokojącym zjawiskiem.
To symptom społecznej bolączki - uważa natomiast dziekan wydziału socjologii katolickiego uniwersytetu w Mediolanie Mauro Magatti. Według niego, świadczy to o przekonaniu nastolatków, że nie ma żadnych ograniczeń. Te dzieciaki powielają wzór, zgodnie z którym wszystko może być satyrą, nawet śmierć - dodał.
Ale nie brakuje też głosów, że winę ponoszą sami nauczyciele, którzy nie wiedzą, co dzieje się w szkolnych murach.