Brakuje danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Nie wiemy, czy osoba oferująca akta miała takie dokumenty i jakiego rodzaju. Nie da się tego ustalić żadną miarą - powiedział zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marek Woźniak.
W styczniu abp Życiński na konferencji prasowej powiedział, że kilka lat temu otrzymał od kogoś, kto powoływał się na związki z SB, propozycję kupienia materiałów, których ujawnienie może sprawić kłopot Kościołowi. Miała to być lista bliżej nieokreślonych osób. Propozycja miała paść jeszcze przed powstaniem w Lublinie komisji do badania inwigilacji KUL przez służby specjalne PRL, powołanej w 2004 r.
Podczas pierwszego przesłuchania przed prokuratorem w tej sprawie, 30 stycznia, abp Życiński zeznał, że propozycję kupna SB-eckich materiałów otrzymał listownie. Arcybiskup nie zachował ani listu, ani kopii odpowiedzi. Powiedział, że nie pamięta nazwiska autora, ani jego adresu.
Podczas drugiego przesłuchania abp Życiński złożył uzupełniające zeznania dotyczące szczegółów związanych z przyjęciem tej korespondencji, przygotowaniem i wysłaniem odpowiedzi, a także dotyczących obiegu korespondencji w kurii i dokumentowania korespondencji, zasad niszczenia niepotrzebnych dokumentów.