Autorzy pracy zbadali kod genetyczny bakterii Thermus thermophilus, pobranych z gorących źródeł w kilku odległych rejonach świata i przeanalizowali go pod kątem zapisanych w nim informacji o przebytych infekcjach wirusowych. Atakujące bakterie wirusy, zwane bakteriofagami, pozostawiają w szczególnych miejscach DNA swojego gospodarza fragmenty własnego materiału genetycznego, który potem bakterie przekazują z pokolenia na pokolenie. Zbadanie tych fragmentów pozwala ich historię kontaktów z wirusami odtworzyć.
Próbki Thermus thermophilus pobrano w rejonie wulkanów Wezuwiusz i Etna we Włoszech, z gorących źródeł w rejonie El Tatio na północy Chile i Termas del Flaco na południu tego kraju, wreszcie z rejonu kaldery Uzonu na półwyspie Kamczatka w Rosji. Naukowcy byli przekonani, że w związku ze znacznym oddaleniem bakterie te nie mogły mieć ze sobą wiele wspólnego, wręcz przeciwnie, powinny mieć różne doświadczenia kontaktu z wirusami i odmiennie ewoluować.
Okazało się jednak, że tych wspólnych wspomnień było bardzo wiele, bakterie z różnych miejsc świata miały te same fragmenty wirusowego DNA wbudowane w te same rejony własnego kodu genetycznego - mówi Konstantin Severinov z Waksman Institute of Microbiology w Rutgers University.
Ponieważ bakterie, które badamy, żyją w gorącej wodzie, o temperaturze przekraczającej 70 stopni Celsjusza, nie ma mowy, by mogły być transportowane przez ludzi, zwierzęta czy ptaki - dodaje Severinov. To może oznaczać, że istnieje jakiś globalny mechanizm przenoszenia się bakterii z wiatrem między nawet bardzo odległymi miejscami. W badaniach ekologicznych i epidemiologicznych trzeba brać pod uwagę, że szkodliwe, chorobotwórcze bakterie mogą roznosić geny związane z opornością na antybiotyki, bez pomocy ludzi.