ZUS broni się za pomocą przepisów unijnych, które, jak przekonuje Radosław Milczarski, dają jasne wytyczne, komu można wydać zaświadczenie A1.
Dana osoba może płacić składki w kraju delegującym pod warunkiem, że jej wszystkie interesy życiowe znajdują się w tym kraju. Nie musi być jego obywatelem. Musi tu mieszkać, mieć swoje sprawy, mieszkanie, płacić podatki i tym podobne - wylicza.
Rzecznik ZUS-u zrzucał odpowiedzialność za spełnienie tych kryteriów na pracodawców.
Na pytanie, dlaczego wcześniej zaświadczenia były a teraz nie ma, choć przepisy się nie zmieniły, nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Mówi o sprawdzaniu wniosków dotyczących konkretnych pracowników i przytacza przypadki, gdy jako adres zamieszkania kierowcy był taki sam jak adres firmy. ZUS przekonuje również, że wydanie zaświadczania niezgodnego z przepisami sprawi, iż jest ono nieważne, a więc w przypadku kontroli - np. we Francji - firmie grozi wysoka kara.
O problemie alarmowali nas właściciele firm transportowych z różnych części Polski, m.in. z podkarpackiego, łódzkiego czy lubelskiego.
Czekamy na decyzję na piśmie, ale już telefonicznie nasza pracownica zajmująca się tymi sprawami usłyszała, że A1 nie dostaniemy. Już nie może jeździć trzech kierowców, z początkiem lipca (karty) kończą się kolejnym 14 na łącznie 40 zatrudnionych - mówił reporterowi RMF FM Krzysztofowi Kotowi Jacek Kuś, prezes firmy transportowej z Lublina.
Właścicieli firm najbardziej bulwersuje fakt, że za kierowców odprowadzane są przecież składki. Pracują w Polsce jak najbardziej legalnie, posiadają ważne wizy na całą Unię Europejską. W ostatnich latach mieliśmy tylko 3 przypadki na setki kursów, że kierowca potrzebował skorzystać z pomocy medycznej na Zachodzie - mówił Kuś.
Taka jest specyfika firm transportowych, że kierowca jedzie z ładunkiem i wraca. Ci ludzie przecież wyruszają z Polski na Zachód. Są w trasie, ale zjeżdżają do Polski. Zgodnie z prawem zatrudnieni są w Polsce i tutaj rozliczany jest ich czas pracy jako kierowców. Wszystko odbywa się na podstawie polskiego prawa. Pracodawca ma prawo delegować pracownika za granicę - podkreślał Maciej Kulka, rozliczający czas pracy kierowców z kilkudziesięciu firm.
Sami kierowcy z Ukrainy, bez których polskie firmy by upadły, są zaniepokojeni o swój byt.
Przecież my nie zabieramy nikomu pracy. Brakuje Polaków, którzy chcieliby pracować na tirach - mówił Mykchailo. Jeździmy, pracujemy legalnie. Dlaczego są problemy? - pyta.
Karta A1 jest niezbędna. W niektórych krajach unijnych jak Francja nawet w wersji wydrukowanej, w Niemczech czy Austrii - jako plik elektroniczny do odczytu przez kontrolujących. Wszyscy tego wymagają. Mandat za brak karty to na początek 1000 euro, ale w przypadku recydywy kara to już 50 000 euro. Do tego kierowca, który nie ma A1, może być powstrzymany od dalszej jazdy. Wiąże się to z koniecznością dostarczenia na miejsce innego kierowcy, który posiada potwierdzenie ubezpieczenia A1. Trzeba go na miejsce dowieźć, a to strata czasu, opóźnienie ładunku.
(j.)