Z lotniska Ciampino w Rzymie odleciało 19 pierwszych uchodźców ze 160 tys., którzy mają być przemieszczani z Włoch i Grecji do innych krajów Unii, między innymi także do Polski (7 tys.).

W widowisku uchodźcy zostali potraktowani instrumentalnie /ARMIN WEIGEL /PAP/EPA

Pierwsza grupa 19 uchodźców z Erytrei odleciała do Szwecji. Z tej okazji Komisja Europejska zorganizowała propagandową pokazówkę. Chodziło tylko o to, żeby udowodnić, że wszystko jest pod kontrolą i zaczyna działać - chociaż każdy w kuluarach w Brukseli przyznaje, że problemy się tylko piętrzą, przygotowania ruszają opornie i raczej panuje chaos. Podobno z trudem udało się zebrać nawet tych 19 uchodźców, bo reszta chce jecha ... do Niemiec.

W widowisku tym uchodźcy zostali zresztą potraktowani instrumentalnie. Minister spraw wewnętrznych Włoch  Angelino Alfano groźnie marszczył czoło (chciał podkreślić powagę sytuacji?), a szef luksemburskiej dyplomacji Jean Asselborn wołał: "Brawo Włochy! Brawo Szwecja! Brawo Komisja", początkowo myląc Szwecję ze Szwajcarią...

Dobrą atmosferę zakłócił holenderski dziennikarz, który spytał, a co z tymi uchodźcami, którzy będą musieli jechać do Polski, a wcale tego nie chcą, bo chcą do Niemiec? Odpowiedzi były sprzeczne: że nie będą mieli wyboru, że nie otrzymają statusu azylanta czy że zostaną odesłani do domu. Przypomnę tylko, że tę ostatnią możliwość w ogóle wyklucza prawo międzynarodowe.

A brak jasnej odpowiedzi na to pytanie tylko pokazuje, że dzisiejsze widowisko było tragikomiczną farsą, mającą ukryć nieudolność Brukseli w sprawie uchodźców.