Eksperci i prawnicy zgodnie twierdzą, że zarzuty te nie należą do najmocniejszych. Co do samych biegłych, którzy przygotowali opinię, też istnieje wątpliwość. Jeden z nich dziś pozostaje w sporze prawnym z obecnym kierownictwem BOR.
Jak ustalił reporter RMF FM, jeszcze w tym tygodniu zapadną kolejne decyzje: umorzone zostanie główne śledztwo oraz wątek dotyczący rzekomego fałszowania dokumentów w Biurze Ochrony Rządu. Okazuje się więc, że Paweł Bielawny będzie jedyną ofiarą cywilnego śledztwa.
Biegli w swojej styczniowej opinii wytknęli kierownictwu BOR-u niewłaściwy nadzór nad pracą funkcjonariuszy zabezpieczających podróże najważniejszych ludzi w państwie do Smoleńska. Stwierdzili między innymi nieprawidłowości podczas wizyt rozpoznawczych. Chodzi o nieprzeprowadzenie rekonesansu tras przejazdu, miejsc pobytu delegacji, a także brak wiedzy na temat lotnisk zapasowych.7 kwietnia 2010 roku w Katyniu był Donald Tusk. Trzy dni później na uroczystości wyleciał Lech Kaczyński. Tupolew z prezydentem na pokładzie rozbił się w Smoleńsku.Eksperci uznali też, że podczas obu wizyt zabrakło odpowiednich specjalistów - w tym funkcjonariusza grupy lotniskowej, pirotechnika i lekarza sanitarnego. Dodatkowo przed wizytami nie było odpraw, na których funkcjonariusze otrzymaliby zadania.
Poza tym BOR-owców nie było na lotnisku podczas lądowania samolotów w czasie obu wizyt. Brakowało systemów łączności, do działań wyznaczono funkcjonariuszy z małym doświadczeniem. Pracownicy BOR-u z grup zabezpieczenia nie mieli broni palnej.
W przypadku zarzutu poświadczenia nieprawdy w dokumencie chodzi o dokument z korespondencji pomiędzy BOR-em a jedną z instytucji. W piśmie wiceszef Biura zapewnia o pewnych kwalifikacjach jednego z funkcjonariuszy udających się w delegację do Katynia. Zdaniem śledczych, w rzeczywistości funkcjonariusz tych kwalifikacji nie posiadał.