Nasza ekspertka dodaje, że powodem zezowania nie zawsze jest tylko wada wzroku. Czasami wynika to z budowy gałki ocznej lub zmian, które np. związane są z zaćmą.
W przypadku kilkuletnich dzieci wskazaniem do wizyty u okulisty mogą być niektóre zachowania. Z doświadczenia wiem, że kiedy dzieci mają 4-5 lat i niechętnie uczą się pisać, czytać, a rodzice nie byli z nimi u okulisty wcześniej, to jest to taki dzwonek alarmowy. Czasami to wynika z tego, że dziecko nie widzi dobrze, męczy się przy czytaniu. Nie sprawia mu to przyjemności, więc nie chce tego robić - wyjaśnia prof. Wyględowska-Promieńska.
Krótkowzroczność często wychodzi na jaw w wieku szkolnym, kiedy uczeń nie widzi wyraźnie, co jest napisane na tablicy. Jeżeli dziecko nawet siedząc w pierwszej ławce, zaczyna mrużyć oczy i nie widzi dobrze, to na pewno jest to sygnał, że powinniśmy udać się z nim do okulisty. Jeśli w szkole dziecko ma problemy z odczytywaniem z tablicy, na odległość, a świetnie daje sobie radę patrząc z bliska, to znaczy, że zaczyna się rozwijać krótkowzroczność szkolna - zaznacza profesor. Z krótkowzroczności, w przeciwieństwie do nadwzroczności się nie wyrasta. W nadwzroczności, w miarę, jak dziecko rośnie, gałka oczna się wydłuża i wada zaczyna się zmniejszać. Krótkowzroczność tylko i wyłącznie powiększa swoje wartości - tłumaczy specjalistka.
Problem dotyczy również krótkowidzów, choć akurat nie każdy krótkowidz będzie z wiekiem potrzebował okularów do czytania. Jeśli krótkowidz ma wadę o małych wartościach: -1, -1,5 dioptrii, to przyjdzie moment, kiedy będzie musiał sięgnąć po okulary do czytania, ale jeśli ma -2, -3 dioptrie, to takiej potrzeby mieć nie będzie, bo prezbiopia będzie skompensowana tymi minusami - wyjaśnia okulistka.
Oprócz krótkowzroczności, nadwzroczności i prezbiopii, często występującą wadą wzroku jest astygmatyzm. Postrzegamy obraz nie jako punkt, ale jako linię przesuniętą i w ten sposób widzimy obrazy nieco krzywo. Mózg potrafi to plastycznie wyrównać, ale jeżeli astygmatyzm jest duży, to mózg sobie już z tym nie radzi i wtedy wskazana jest korekcja okularowa lub soczewkowa. Trzeba pamiętać, że istnieje astygmatyzm fizjologiczny, którego nie wyrównujemy. 0,5 czy 0,75 dioptrii u niektórych pacjentów może być swobodnie zostawione, ale jeśli mamy 2-3 dioptrie, to na pewno należy taki astygmatyzm wyrównać, ponieważ zaczynają się bóle głowy, oczu, łzawienie - zauważa ekspertka.
Zaćma to generalnie choroba osób starszych związana z naturalnym procesem mętnienia soczewki. U niektórych rozpoczyna się w wieku 50-60 lat, u innych w wieku 70 plus - mówi prof. Wyględowska-Promieńska, dodając, że nie zawsze konieczny jest zabieg. Nie operujemy zaćmy początkowej, która nie wpływa na jakość życia pacjenta. Operujemy wtedy, kiedy pacjent traci dobre widzenie, kiedy zaćma utrudnia pacjentowi codzienne życie np. prowadzenie samochodu - tłumaczy. Podkreśla, że, choć kojarzona z osobami starszymi, zaćma dotyczy także dzieci. Jest część chorób związanych ze zmętnieniem soczewki u dzieci i to mogą być jednostki chorobowe wrodzone, mogą to być też zaćmy pourazowe i u dzieci bardzo często przyczyną zmętnienia soczewki są urazy - wyjaśnia profesor.
O jaskrze mówi się, że to cichy złodziej wzroku, ponieważ na początkowym etapie jest nieodczuwalna dla pacjenta. Najczęściej jeżeli pacjenci zgłaszają się, to nie dlatego, że zaczyna się problem z polem widzenia obwodowym, tylko dlatego, że oczy zaczynają boleć, łzawić, pacjent czuje jakby "wypychanie". Jeżeli jest znaczne zawężenie pola widzenia i to zaczyna przeszkadzać pacjentowi, to znaczy, że jest to bardzo zaawansowany proces jaskrowy - wyjaśnia specjalistka.
Zmiany spowodowane jaskrą są nieodwracalne. Można jednak chorobę zahamować i nie dopuścić do utraty wzroku. Jaskra to nie wyrok. Jeżeli jest zdiagnozowana i leczona, to w znamienitej większości przypadków pacjenci są oczywiście skazani na leczenie, ale nie są skazani na niewidzenie - mówi prof. Wyględowska-Promieńska. Podstawową metodą leczenia jest leczenie kroplami. Jeżeli okazuje się, że mamy nietolerancję leków albo pacjent nie do końca przestrzega naszych zaleceń albo zauważamy, że nasze leczenie nie jest satysfakcjonujące mimo, że pacjent przestrzega zasad, to należy na pewno włączyć leczenie laserowe. Gałąź laserowego leczenia bardzo się rozwinęła. Jeśli leczenie laserowe nie pomaga pacjentowi lub to nie jest odpowiednie leczenie dla danego pacjenta, możemy włączyć zabiegi chirurgiczne na bloku operacyjnym - tu także mamy ogromny krok do przodu - mówi profesor podkreślając znaczenie rozwoju mikrochirurgii, która w mniejszym stopniu obciąża oko i zdrowie pacjenta. Zabieg jest szybki, praktycznie bezbolesny i jeżeli akurat dla danego pacjenta jest wystarczający, to naprawdę jest to dla chorego duża ulga - podsumowuje okulistka.
Kiedyś mówiliśmy, że zwyrodnienia plamki żółtej związane z wiekiem dotyczą osób 60 plus, ale dziś już mówimy o osobach 50 plus. Wiek się przesuwa, bo jest coraz więcej czynników, które wyzwalają rozwój zmian zwyrodnieniowych w siatkówce. 15-20 lat temu osoby, które miały zwyrodnienia, były osobami praktycznie skazanymi na stale pogarszające się widzenie i znaczny spadek ostrości wzroku. Dzisiaj, kiedy dysponujemy możliwością podawania iniekcji wewnątrzgałkowych, bardzo duża liczba pacjentów korzysta z tego. Możemy pacjentom w ramach NFZ podawać iniekcje, które są czasami nawet wieloletnim leczeniem, a które dają nie tyle poprawę ostrości wzroku, bo w przypadku zwyrodnienia trudno jest oczekiwać znaczącej poprawy, ale przede wszystkim zahamowują widzenie na tym etapie, na jakim pacjenta napotkaliśmy na naszej drodze - mówi prof. Wyględowska-Promieńska.
W przypadku większości chorób podstawową profilaktyką jest zdrowy styl życia. Jeśli chcemy mieć zdrowe oczy, dobry wzrok, również warto postawić na odpowiednią dietę i ruch. Prof. Dorota Wyględowska-Promieńska przestrzega przed np. długotrwałymi dietami odchudzającymi, które prowadzą do niedoborów ważnych dla zdrowia oczu witamin czy minerałów. Specjalistka zaleca też ruch - przede wszystkim na świeżym powietrzu.
Zamykając się w pomieszczeniu, patrząc w ekran telewizora, komputera, telefonu, zamykamy się na odległość kilkudziesięciu centymetrów czy 1-2 metrów, więc nasze oko nie pracuje do dali. Ono ewolucyjnie osiągało coraz lepsze widzenie, ponieważ nasi pradziadowie musieli polować, potrzebowali widzieć z daleka. My robimy zupełnie odwrotnie - my nie polujemy, nie patrzymy w dal - komentuje nasza ekspertka.