Posłowie PO oficjalnie twierdzą, że nie chodzi o strach przed słowami Kamińskiego, ale do komisji dotarły nowe dokumenty - uzasadnienie prokuratorskich zarzutów dla byłego szefa CBA i trzeba je po prostu przeczytać.
To zupełny przypadek, że nie było na to czasu, bo dokumenty przyszły dopiero wczoraj. "Nie miałem możliwości zapoznać się z bardzo istotnym dokumentem i proszę się pani poseł Marzeno Doroto Wróbel nie śmiać. Pani się do mnie uśmiecha. No tak, to jest czarujące" - mówił poseł PSL Leszek Deptuła. Czarów jednak nie było. Posłowie koalicji, jak chcieli, tak zrobili - odwołali przesłuchanie Kamińskiego. Nie opowie on więc ani o aferze gruntowej, ani - co ważniejsze - o aferze hazardowej. Miałby do tego prawo w tzw. swobodniej wypowiedzi.
"Nie mam złudzeń, że tak naprawdę raport końcowy z prac komisji śledczej powstał, zanim jeszcze po raz pierwszy ta komisja się spotkała" - powiedział Mariusz Kamiński, wychodząc z Sejmu. Podejrzewa polityków Platformy przede wszystkim o to, że raport ten ma być głównie dowodem winy byłego szefa CBA, który nadużywał uprawnień, kierował nielegalnymi działaniami operacyjnymi, fałszował dokumenty itd. Czyli wszystkiego tego co rzeszowska prokuratura zawarła w zarzutach postawionych byłemu szefowi CBA.
O sprawie rzeszowskiej Kamiński chciał dziś mówić, ale stąd już bardzo blisko do afery hazardowej, która mocno uwiera polityków Platformy. Opinia publiczna mogłaby na przykład usłyszeć dziś, że słynna analiza CBA, będąca głównym powodem odwołania Zbigniewa Wassermanna z komisji hazardowej, to - według Kamińskiego - jedynie zbiór anonimowych donosów.
Były szef CBA sugerował również, że prokuratura sprawy nie wyjaśni, bo nieprzypadkowo trafiła ona do warszawskiej jednostki przy Chocimskiej, która wsławiła się już umorzeniem dwóch spraw niewygodnych dla PO.
Na pytania, czy jako szef CBA miał wiedzę o hazardowym lobbingu prowadzonym za rządów PiS, Kamiński nie odpowiedział.