Do Zimowego Narodowego jeszcze daleko. Wtedy to płyta warszawskiej areny zamienia się w lodowisko, po którym całkiem fajnie jeździ się na łyżwach. Jednak połączenie łyżwiarstwa figurowego z piłką nożną to moim zdaniem słaba hybryda.
Dość żartów, bo już kiepskim żartem jest stan murawy na Narodowym podczas kolejnego już meczu. Tym razem łyżwiarstwo uprawiamy ze Słoweńcami. Po spotkaniu z Macedonią, Kamil Glik przyznał w rozmowie z nami, że nie chce się już więcej wypowiadać na temat stanu murawy, bo usłyszał już małą reprymendę od pana ogrodnika. Tenże kazał zająć mu się grą i odczepić się od murawy, bo jak wiadomo: złej baletnicy...
Ja natomiast mam wrażenie, że tą baletnicą jest greenkeeper, który kilka tygodni temu miał nawet kłopoty z namalowaniem linii na lodowisku murawie.