Na razie czterech, bo tyle na razie przyjął rząd. Że nie dużo? No, to trudno, ale i tak w przyszłym tygodniu Donald Tusk wkroczy do sejmowego gabinetu. Przejdzie przez mały sekretariat, skręci w prawo i zasiądzie przy ciemnobrązowym drewnianym biurku wyposażonym w telefon, komputer i lampkę, a właściwie lampy, żeby nie było żadnych dwuznaczności.
Oprócz telewizora w tym niewielkim pokoju, niewielkim w porównaniu do gabinetów marszałka czy prezydenta, znalazło się miejsce na zabytkowy stolik, kilka krzeseł, regał, no i właściwie tyle. Na podłodze parkiet i wzorzysty dywan w odcieniach brązu, w oknach firany, dziś zresztą z rana zabrane do pralni.
A gdzie będą siedzieć najbliżsi współpracownicy premiera? To największa zagadka, bo dla nich gabinetów nie przewidziano. Zostaje stolik u szefa rządu, dywan albo poszukiwanie miejsca u kolegów posłów. Podpowiadamy, że najbliżej gabinetu Donalda Tuska znajdują się pokoje Tomasza Tomczykiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.