Sytuacja Horsta Koehlera nie jest dla wszystkich zrozumiała. Przypomnijmy: wywiadzie radiowym powiedział kraj naszej wielkości, z taką orientacją handlu zagranicznego i zależnością od handlu zagranicznego musi wiedzieć, iż w razie wątpliwości, w ostateczności konieczne może być zaangażowanie militarne, aby chronić nasze interesy, np. wolne drogi handlowe, albo zapobiec niestabilności całych regionów, która odbiłaby się negatywnie także na naszych szansach związanych z handlem, miejscami pracy i dochodami. I tyle.
Wypowiedź zinterpretowano jako zamach na Konstytucję, a prezydent złożył rezygnację.
Nie tak dawno Stany Zjednoczone z pomocą Polski zaatakowały Irak z powodu rzekomo przechowywanej tam broni masowego rażenia. Broni nie znaleziono, a w naszym kraju przez kilka miesięcy trwała publiczna debata o tym, co z tego mamy mieć: kontrakt na dostawę broni dla "Bumaru", pierwszeństwo w przetargach na wyposażenie, dostęp do pól naftowych...
Nikt z debatujących nie podał się do dymisji.
Czy Niemcy przesadzają z poprawnością polityczną, czy może reszta świata przesadza z ignorowaniem zwykłej przyzwoitości?