Jarosław Kaczyński - przekonujący do swojej ugodowości i skłonności do kompromisu - nie przekonał. Nadal ponad połowa Polaków (56 proc.) uważa, że będzie prowokował konflikty. Z kolei chcący uchodzić za wyrazistego i zdecydowanego Bronisław Komorowski za pewnego swoich przekonań uznawany jest tylko przez co czwartego Polaka. Marszałek przez członkostwo w Platformie przez niemal połowę Polaków uważany jest za reprezentanta interesów wielkich firm, prezes PiS przez blisko dwie trzecie uważany jest za kogoś, kto będzie dobrze współpracował z Kościołem.
Kaczyński lepiej zadba o bezpieczeństwo, będzie reprezentował ludzi pracy i jest większym patriotą. Komorowski poprawi pozycję Polski na arenie międzynarodowej, zadba o rozwój gospodarczy i robi wrażenie poważniejszego.
Sądy na temat kandydatów nie zostały niemal zakłócone przez kampanię, przedstawiającą Komorowskiego jako konsekwentnego, wzorowego katolika, a Kaczyńskiego jako ugodowego polityka klasy międzynarodowej.
Być może kampania była za krótka, żeby nowe obrazki, jakie otwierają nam się w głowie na myśl o każdym z panów - wyparły stare. Być może sztaby kandydatów prowadziły kampanię nieudolnie.
Ale może i jedno i drugie było w porządku, tylko po prostu my, wyborcy - nie daliśmy się nabrać, i wiemy na co się decydujemy wrzucając kartkę do urny.
Oby.