Pytanie brzmiało następująco: "Jest mnóstwo pytań - również do mnie one przychodzą - skierowanych do pana. Kilkadziesiąt lat temu osoby czarnoskóre w Stanach Zjednoczonych - na przykład, nie miały pełni praw obywatelskich i też zmiana prawa spowodowała, że dzisiaj są absolutnie pełnowymiarowymi, pełnoprawnymi obywatelami USA. Może i w Polsce ktoś taki jak pan powinien szczególnie myśleć o mniejszościach, które dzisiaj są praw pozbawione."
Posła Godsona - takie przynajmniej odniosłem wrażenie - pytanie nie "wbiło w fotel", nie poczuł się nim dotknięty czy obrażony. Urażeni poczuli się za to niektórzy słuchacze, którzy pytają: "Jak Pan Piasecki mógł użyć takiego porównania - złagodzenia przepisów dotyczących związków partnerskich i przepisów dotyczących ludzi czarnoskórych w Stanach Zjednoczonych? Rasizm jest obrzydliwy!". Piszą też: "Nie zgadzam się z Pana sposobem dyskusji z Panem Godsonem... to porównanie ciemnoskórych do homoseksualistów... to bardzo rasistowskie, nieładne i niekulturalne".
Otóż Drodzy Państwo, naprawdę nie rozumiem, co w tym pytaniu-porównaniu jest rasistowskiego. Pomijając dyskusję, czy homoseksualizm jest cechą wrodzoną czy nabytą, nie uważam, by było to coś, czym człowiek mógł "sterować". A zatem fakt bycia homoseksualistą ani nie jest niczyją winą, ani nie jest czymś degradującym czy poniżającym. Tak samo jest z byciem osobą czarnoskórą. Ani wina, ani degradacja, ani poniżenie. Oczywiście, że są to cechy czy przymioty z zupełnie innej "półki", ale ja nie mam ani świadomego, ani podświadomego poczucia, że któraś z nich jest lepsza czy gorsza. Stąd zacytowanie pytania, zadawanego przez słuchaczy, z absolutnym poczuciem, że nie ma w nim niczego uwłaczającego czy rasistowskiego.