Podobnie, jak doniesienia o nadzwyczajnych środkach bezpieczeństwa, jakie towarzyszą tej wizycie, luksusowemu i nowoczesnemu samolotowi i pełnej mobilizacji służb bezbieczeństwa, w tym BOR-u. To zresztą całkowicie zrozumiałe, kiedy przybywa Głowa Państwa, a Polska jako gospodarz jest poważnym państwem.
Czym jednak była Polska 10 kwietnia, kiedy Prezydent RP leciał do Rosji przestarzałą maszyną, lotem, o którym nie wiadomo, czy był cywilny, czy wojskowy, a na płycie lotniska czekał na niego JEDEN przypadkowy BOR-owiec, kierowca ambasadora?