Palin przywitały wtedy liczne transparenty podpisane "hockey moms". Kto to są owe "hokejowe mamy"? Ano podobnie, jak "soccer moms", czy "baseball moms", to panie, które masowo wożą swoje dzieci, synów i córki na popołudniowe zajęcia sportowe, które kibicują im i czasem dają się ponieść sportowym emocjom. Wzorowe obywatelki, miłe i politycznie poprawne kobiety zmieniają się na trybunach w rozemocjonowanych kibiców, dla których własne dziecko i jego drużyna są najważniejsze. Owszem, ojcowie bywają bardziej szowinistyczni, ale i mamy zmieniają się czasem nie do poznania. Wiem, bo przez kilka lat sam woziłem, ogladałem, kibicowałem i... też patrzyłem wilkiem :) Dlatego fakt, że żart o tym, że hokejowa mama różni się od pittbulla tylko szminką, wywołał na konwencji prawdziwy entuzjazm, wcale mnie nie dziwi.
Obama nawiazał do niego w sposób typowy dla siebie ( i tu pozwole sobie na nieskrywaną złośliwość), czyli całkowicie bez poczucia humoru. I trochę na własne życzenie wpędził sie w kłopoty. Kobiety, zwłaszcza o liberalnych lub feministycznych poglądach, to ukochany elektorat Demokratów. Obama ma z nim problem ze względu na długą, wyczerpującą i zajadłą walkę z Hillary Clinton w prawyborach. Teraz powinien przekonywać jej zwolenniczki, by przeniosły swe głosy na niego. Czy atakowanie atrakcyjnej, niezależnej, kobiety sukcesu, która równocześnie (jak się wydaje) nie straciła bliskiego kontaktu z codziennością milionów Amerykanek wyjdzie mu na zdrowie? Nie sądzę? A równocześnie, nie można jej nie atakować, bo jej wybór okazał się na razie dla McCaina strzałem w dziesiatkę.
Jestem nieobiektywny? Może trochę. Wcale się tego nie wstydzę. Będzie okazja, by o Obamie, Bidenie, Palin i McCainie jeszcze wiele napisać. Obiecuje, że postaram sie napisać o Obamie coś dobrego... Może uda mi się coś znaleźć, skoro cały świat chce, by to on został prezydentem USA...
Acha, oczywiście będzie też o nauce. I nie tylko :))