Brązowy medal pekińskich igrzysk przypadł koszykarzom z Argentyny.
Finałowe spotkanie było pokazem doskonałej koszykówki w wykonaniu obu drużyn. Gra toczyła się w tempie przypominającym najlepsze mecze ligi NBA. Hiszpanie, którzy w fazie grupowej wysoko ulegli USA (82:119), tym razem potwierdzili, że przy odrobinie szczęścia mogli zagrozić dominacji Amerykanów.
Początek należał do Hiszpanów, którzy wybiegli na parkiet z większą agresją i wykorzystywali błędy w ustawieniu Amerykanów. Mimo nieobecności kontuzjowanego rozgrywającego Jose Calderona mistrzowie świata lepiej przemieszczali piłkę i często zdobywali łatwe punkty. W piątej minucie uzyskali nawet przewagę 19:14.
Team USA miał duże problemy z faulami - już na początku kwarty za dwa przewinienia Kobe Bryant i LeBron James powędrowali na ławkę rezerwowych. Trener Mike Krzyzewski desygnował więc na parkiet Dwyane'a Wade'a i ta decyzja opłaciła się - obrońca Miami Heat rzucił aż 13 punktów i pomógł drużynie odrobić stratę.
Przez kilka minut Hiszpanie zagrali bardziej nerwowo, częściej faulowali i dali sobie narzucić styl gry USA. W efekcie pierwsza kwarta zakończyła się prowadzeniem Amerykanów 38:31.
W drugiej gra była bardzo wyrównana. Początkowo, co prawda podopieczni Krzyzewskiego odskoczyli na 14 punktów. Później rywale poprawili jednak skuteczność i o sześć punktów zmniejszyli dystans. Duża w tym zasługa rezerwowego Rudy'ego Fernandeza, który trzykrotnie trafił za trzy i w tej części spotkania uzyskał łącznie 13 punktów.
Z kolei w ekipie USA wyróżniał się ponownie Wade - dorobek punktów powiększył do 21 "oczek" i czterech przechwytów. Dzięki staraniom obu zespołów po 20 minutach na tablicy widniał wynik - 69:61 dla USA. Ekipy prezentowały niebywałą skuteczność rzutów - Amerykanie - 65 procent, a Hiszpanie - 61.
Na drugą połowę mistrzowie świata wyszli doskonale zmotywowani przez Aito Garcię. Zagrali znacznie agresywniej w obronie i rozpoczęli pogoń za USA. Po pięciu minutach waleczni Hiszpanie zmniejszyli stratę do czterech punktów. Fantastycznie grał 17-letni hiszpański rozgrywający Ricky Rubio - najmłodszy w historii uczestnik finałowego meczu IO - zastępujący kontuzjowanego Jose Calderona. Wtedy jednak ponownie Krzyzewski do boju desygnował najcięższe działo - Wade'a.
Sama jego obecność kojąco wpłynęła na kolegów, którzy odzyskali skuteczność i pod koniec trzeciej części starcia objęli prowadzenie 91:82. W tym okresie punkty zdobywali także James, Deron Williams, czy Carmelo Anthony. Z kolei w ekipie Hiszpanii bracia Pau i Marc Gasol potwierdzili, że są zgranym duetem. Ich gra pozwalała utrzymać dystans do mozolnie
budujących przewagę Amerykanów.
Ostatnia odsłona zaczęła się od zdobycia przez Hiszpanię siedmiu punktów z rzędu - dwa razy piłkę do kosza zapakował Pau Gasol, a serię zakończył rzutem za trzy Fernandez. Przy dwóch punktach różnicy trener Krzyzewski szybko wziął czas i ponownie wprowadził
na boisko Wade'a.
Moment ten wykorzystał Bryant, do którego należała ostatnia kwarta. Wystąpił w roli głównej w czterech kolejnych akcjach. Najpierw sam trafił w trudnej sytuacji, w dwóch kolejnych świetnie dostrzegł Williamsa (rzut za trzy) i Dwighta Howarda. Zamknął serię rzutem za trzy i USA prowadziły dziewięcioma punktami.
Bryant zdobył jeszcze raz punkty rzutem zza linii 6,25 m, a przy okazji dał się sfaulować najlepszemu w tym okresie gry strzelcowi Hiszpanii - Fernandezowi. Dla młodego obrońcy było to piąte przewinienie i musiał przedwcześnie opuścić parkiet.
Mimo tego mistrzowie świata nie poddawali się i grali do końca. Stoczyli wspaniałą walkę i niemal do ostatniej syreny zmusili faworyzowanych Amerykanów do ciężkiej pracy.
W ekipie USA na największe słowa uznania zasłużyli Wade (27 punkty i 4 przechwyty), Bryant (20 punktów i 6 asyst) oraz James (14 punktów i 7 zbiórek). Z kolei w ekipie Hiszpanii doskonałe zawody rozegrał Fernandez (22 punkty) oraz Pau Gasol (21 punktów i
6 zbiórek).