Kędzierzynianie postawili wszystko na jedną kartę. Byli zdeterminowani, bojowo nastawieni, zdecydowanie lepiej grali od początku do końca. Byli zwyczajnie lepsi od gospodarzy. Swoją przewagę budowali od świetnej zagrywki, a rzeszowianom wytrącali atuty z rąk.
Trener Daniel Castellani w wyjściowej szóstce ZAKSY Marcina Możdżonka zamienił na Jurija Gladyra. Goście rozpoczęli stanowczo, od prowadzenia 4:0. Duży udział w tym udanym otwarciu miał mocno zagrywający Felipe Fonteles. Brazylijczyk w pierwszej partii grał pierwsze skrzypce.
Asseco Resovia, która miała problemy z zagrywką i przyjęciem, starała się odrabiać straty, jednak inicjatywa cały czas należała do gości (14:11, 17:13). ZAKSA była tak rozpędzona, że nie pozwoliła się już zatrzymać. Seta skończył dynamicznym atakiem Fonteles.
Od początku drugiej odsłony zaiskrzyło między zawodnikami, którzy walczyli o każdy punkt, o każdą piłkę. Gospodarze po asie czeskiego rozgrywającego Lukasa Tichacka prowadzili 17:13, a następnie 20:15, ale ZAKSA skasowała tę przewagę po bloku na Oliegu Achremie (21:21), gdy na zagrywce był rezerwowy Grzegorz Pilarz.
Set zakończył się na przewagi. Jedni i drudzy mieli swoje szanse. Emocje były niesamowite, kibice oglądali grę na stojąco. Górą była ekipa z Kędzierzyna, a ostatnie słowo znów należało do Fontelesa.
W secie trzecim Brazylijczyk został ukarany żółtą kartką. Rzeszowianie odskoczyli na 9:5, ale to goście byli w tym spotkaniu bardziej zdeterminowani, pozytywniej nastawieni. Oni dyktowali warunki. Szybko odrobili straty, a w końcówce pewnie rozstrzygnęli losy partii i meczu na swoją korzyść.
Twierdza zdobyta, twierdza zdobyta - śpiewali uradowani kibice z Kędzierzyna. Piąty, decydujący o mistrzostwie Polski mecz w sobotę 20 kwietnia w Kędzierzynie-Koźlu.
(MRod)