W polskiej armii nad wymyślaniem kryptonimów dla ćwiczeń czy operacji głowią się oficerowie z zarządu szkolenia w Sztabie Generalnym. I zamiast tak poetyckich nazw, jak "Świt odysei", "Trójkąt Bermudzki" czy "Tocząca się burza" (w Wietnamie w latach 60.), zwykle pojawiają się: "Las", "Jesień" lub "Borsuk" - odnotowuje gazeta.
Jak wyjaśnia rzecznik Sztabu Generalnego płk Andrzej Wiatrowski, u nas najczęściej jest to jedno słowo, pisane drukowanymi literami. Bo kryptonim musi być łatwo identyfikowalny - zaznacza.