Stanisław Sz., młody prawnik, który będzie odpowiadał przed sądem za pracę na rzecz rosyjskiego wywiadu chciał wyspecjalizować się w sprawach dotyczących energetyki, by potem wypłynąć na szerokie wody. Według "Faktu" zamierzał "zdobyć rozległe kontakty, udzielać się w mediach i bywać na salonach. Potem - znaleźć pracę w rządzie lub jako ekspert sejmowych komisji". "Celem jednak było wniknięcie w szeregi dużej partii i zdobycie mandatu posła!" - podkreśla tabloid. "Już zdołał się zaznajomić z wieloma politykami, którzy go cenili i uważali za eksperta" - mówi znający kulisy sprawy informator "Faktu". Nie precyzuje jednak, o przedstawicieli jakich partii chodzi.
- Sawicki daje pracę swoim
- Jakimowicz: Syn żyje dzięki mojej wątrobie
- Bielecki zostanie szefem PGNiG?