Naukowcy rozebrali zalew niemal na atomy. Co na dnie, ile i jakich ryb, jakie zanieczyszczenia itd. Wyniki były szokujące. Przez lata - ku uciesze wędkarzy - zarybiano zalew rybami roślinożernymi. Nie było drapieżników, więc rozmnażały się na potęgę. W pewnym momencie wyjadły całkowicie rośliny. To oczywiście pewne uproszczenie, ale w efekcie pojawiły się sinice.
Chodzi o to, żeby wyeliminować maksymalnie nadwyżkę ryb roślinożernych, a wpuścić drapieżnika. Wszystko w odpowiednich, ściśle wyliczonych ilościach i czasie - tłumaczy jeden z twórców programu. Oprócz tego, do zalewu sprowadzono rośliny. Na początku trzeba je było umieszczać w metalowych koszach, żeby od razu nie były zjedzone. Po kilku latach równowagę udało się przywrócić.