Na razie góralki nie muszą się obawiać. Mają nadzieję, że nikt im nie każe ściągać spódnic na ulicy ani płacić za ich noszenie. Problem mają za to hurtownie i sklepy. Prawnicy ścigają je za wykorzystywanie zastrzeżonych wzorów. Wzorów znanych na Podhalu od dziesięcioleci. Sprzedawczynie nie kryją jednak oburzenia. Niektóre wzory do tej pory zwane tybetkami ich babki i prababki ściągały z Azji. Z Indii... Też się doczepia. Musiał chyba słono zapłacić albo tam jest jakaś mała świadomość, w jakiś sposób przecież powinni sprawdzać, że ktoś sobie wymyśla - mówią sprzedawczynie.
Bak wymyślił sposób na biznes. A gdyby tak opatentować cały strój góralski? To by dopiero był interes.