Nie pierwszy raz Miller, oskarżony o łamanie prawa, idzie w zaparte. Warto przypomnieć sprawę moskiewskich pieniędzy. Wtedy (na początku lat 90.) Miller w prywatnym mieszkaniu odebrał grubą kasę (od funkcjonariuszy KGB) na działalność jego postkomunistycznej partii. Było potem śledztwo. Ostatecznie umorzył je jego minister sprawiedliwości - Jerzy Jaskiernia. Jak będzie tym razem? Niewykluczone, że podobnie. Główna partia opozycyjna - PiS - jest w tej spawie wyjątkowo powściągliwa - podobnie partia rządząca.
Parę rzeczy jest jednak poza sporem: tortur nie można usprawiedliwić, suwerenności nad polskim terytorium nie można się zrzec, prestiż Polski ucierpiał. Ale najważniejsze są dwie inne sprawy. Jest kwestia 15 mln USD, które (w banknotach) trafiły do wywiadu i nie wiadomo, co się z nimi stało. No i bezpieczeństwo Polski zostało narażone na szwank. Polska musiała się znaleźć na celowniku terrorystów - na szczęście ich możliwości są ograniczone.
Jest tylko jedna droga, by wygrzebać się z dołu, w który wepchnęła nas ekipa SLD. Wyjaśnić wszystko i ukarać winnych. Milion złotych zasądzone przez Trybunał może wyjąć z portmonetki Aleksander Kwaśniewski - i tak zostanie mu sporo.
„Zdenerwowany Miller nie przestaje być bezczelny”
Jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie więzień CIA w Kiejkutach – dla Polski druzgocące. Leszek Miller strasznie zdenerwowany. Ma powody, ale nie przestaje być bezczelny. Uznaje, że oskarżenie o terroryzm jest tożsame ze skazaniem, a w śledztwie dopuszczalne są brutalne środki. Z uporem twierdzi, że zgoda polskich władz na działania CIA była konieczna dla walki z terroryzmem i rzekomo uchroniła nas przed zamachami. Odmawia składania zeznań w prokuraturze.