Taka baza ma zarówno swoje plusy, jak i minusy. Taki katalog genetyczny - po pierwsze - daje możliwość udzielenia o wiele szybszej pomocy rannym i ofiarom wypadków. Znajomość DNA przydaje się chociażby przy przetaczaniu krwi czy przeszczepie. Po drugie – daje wiedzę o tym, na jakie choroby mogą być narażeni żołnierze. A tu przy okazji oszczędza wojsko, bo nie wysyła na najbardziej kosztowne zagraniczne szkolenia tych, którzy w przyszłości mogą zachorować.
Jeżeli ktoś ma skłonność do pewnych chorób, które uniemożliwiają funkcjonowanie w wojsku, to wówczas w takiego człowieka się nie inwestuje - tłumaczy Jarosław Rybak, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej. On może pracować, ale nie będziemy w niego inwestować. To nie jest dyskryminacja; temu człowiekowi umożliwimy wcześniejsze leczenie - dodaje.
Według niego wymienione plusy mającałkowicie zrekompensować minusy, czyli koszty. Samo uruchomienie pracowni genetycznej to 1,3 mln złotych, przebadanie jednego tylko żołnierza – 2 tys. złotych.