RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Wiosennie, wielkanocnie

Aktualizacja: Wtorek, 1 lipca (07:00)

Należę do mniejszościowej sekty w naszej religijno-narodowej kulturze. Wyższość Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości. To drugie jest zimowym świętowaniem rzeczy przynależnej każdemu żywemu stworzeniu. Oto urodził się Człowiek, w swej istocie genialny, założyciel nowego, potężnego nurtu religijnego. Dokonał rozłamu w judaizmie, na wieki ukształtował nowe oblicze niemałej części ludzkości.

Ale fenomen tego Człowieka widać właśnie w Wielkiej Nocy. Umarł śmiercią męczennika i z martwych powstał. To wokół tego wydarzenia zrodziła się konstytucyjna idea chrześcijaństwa. Idee zbawienia, odkupienia, poświęcenia dla innych stamtąd  biorą swoje źródło.  Corocznie żywotność tych idei potwierdza przyroda: budzi się z zimowego snu, corocznie z martwych powstaje, napawa nas optymizmem i radością życia. Corocznie potwierdzamy biblijnie przesłanie o szacunku dla tej przyrody i o czynieniu jej sobie poddaną. Przy okazji przypominamy sobie (szkoda, że nie wszyscy), biblijne prawdy o równości wszystkich ludzi, solidarności ("brzemię innych noście"), o roli wspólnoty ("communio") i tak dalej.

To piękna religia, lewicowa w swej naturze, co mógłbym dość łatwo udowodnić. Bo lewica to nie to, o czym opowiada Palikot, choć oczywiście tolerancja dla inności jest jej ważną częścią składową. Ale to przede wszystkim godność każdego człowieka, to równość i sprawiedliwość społeczna. To troska o słabszych, o sprawiedliwą dystrybucję dóbr materialnych i intelektualnych. Każdy z nas jest po części lewicowcem, choć konteksty polityczne wymuszają często inne deklaracje. To co lewicę wyraźnie odróżnia od religii to brak wiary we wszechmogącego Boga, sprzeciw wobec biernemu poddaniu się przeznaczeniu. To nie Bóg, ale człowiek ma być kreatorem swojego losu.

Ale różnica ta nie oznacza wojny. Owszem komuniści walczyli z religią, ale to była walka o władzę doczesną z Kościołami, a nie o idee.  I kościoły rozmaitych wyznań, i partie komunistyczne chciały mieć wyłączny wpływ na myślenie ludzi, ich tęsknoty i wyobraźnię. Komuniści walkę tę przegrali, bo ludzka wyobraźnia, ludzkie potrzeby i aspiracje są rzeczą niezmierzoną i nie do ogarnięcia. Religie lepiej to zrozumiały i lepiej dostosowały do tego swoją doktrynę i działalność.  I Bóg z komunistami. Bardziej rozumie to socjaldemokracja i ona przetrwała. Mało tego, są kraje, w których dyskretnie, bo Kościół deklaruje swą apolityczność, współdziała z Nim zwalczając ordynarną wersję liberalizmu.

Nie dotyczy to, niestety, naszego kraju. Zasługi Kościoła katolickiego dla Polski są ogromne. Tylko głupek mógłby je dyskredytować. Ale to w dużej mierze już jest historia. Dziś, kierownictwo tego Kościoła nie ogarnia nowych czasów i nowych wyzwań. Zapomina, że religia jest wytworem ludzkiej kultury, w najszerszym rozumieniu tego pojęcia. Trzeba zatem podążać za człowiekiem, jego nowymi aspiracjami i potrzebami. Wielu księży to rozumie, ale wielu żyje w przekonaniu, że ich przeznaczeniem jest walka. Z mediami, które prowadzą nas na manowce, z nowymi trendami umysłowymi, które stawiają pytania bez odpowiedzi, z nowymi obyczajami, które podważają ustalone kanony etyczne.

Za chwilę kanonizacja Jana XXIII i Jana Pawła II. Obydwaj głosili hasło aggiornamento. Franciszek postanowił  przypomnieć to hasło. Czy w Polsce słyszymy to wezwanie?

Źródło:  
Dalsza część artykułu pod materiałem video: