Te informacje tylko w jednym przypadku zaniepokoiły personel szpitalny. Pani w rejestracji bez chwili namysłu kazała naszej reporterce przyjechać z dzieckiem do lekarza. Lekarz przyjąłby mnie w ciągu pół godziny. W szpitalu specjalistycznym wizyta nie była już tak oczywista. Do lekarza pierwszego kontaktu proszę iść. On dopiero da pani skierowanie do specjalisty, jak będzie coś nie tak - usłyszała Barbara Zielińska:
Taka procedura do specjalnych chyba raczej nie należy. W informacji medycznej nasza dziennikarka dostała listę numerów lekarzy pediatrów, którzy przyjmują prywatnie. W prywatnej przychodni odmówiono jednak wizyty tłumacząc się brakiem miejsc. Ewentualnie proszę zadzwonić do stacji epidemiologicznej - doradzono:
W sanepidzie zalecono uspokoić się i odesłano do szpitala. W ten sposób zamknęło się błędne koło, a nasza reporterka nie uzyskała żadnej konkretnej porady.