Kobieta przebywa w Stanach Zjednoczonych nielegalnie. Jednak jej 7-letni syn, który urodził się w USA, ma już amerykańskie obywatelstwo. 31-latka jest więc dla aktywistów walczących o prawa nielegalnych imigrantów żywym dowodem na – jak mówią – bezduszność prawa sankcjonującego rozdzielanie rodzin.
W sprawę wyjątkowo aktywnie zaangażował się Kościół, który rzucił wyzwanie władzom. Teoretycznie i zgodnie z prawem agenci federalni mogą aresztować kobietę w kościele – jednak byłby to niemal akt wojny, której żadna ze stron nie chce.
Sprawa Meksykanki na pewno będzie precedensowa i albo doprowadzi do kolejnej fali antyrządowych protestów, albo otworzy furtkę ukrywającym się przed prawem. Pozostaje tylko pytanie, jak długo można ukrywać się w kościele.