Kwaśniewski nie jest w stanie nikogo obrazić, bo był komunistycznym aparatczykiem gwarantującym Sowietom przynależność Polski do ich imperium - powiedział Kurtyka. I dodał, że Kwaśniewski miał pseudonim operacyjny TW "Alek".
To wzburzyło lewicowych polityków, jednak odwołanie Kurtyki może być bardzo trudne, o ile nie niemożliwe. Sejm nie ma nawet co marzyć o odwołaniu Kurtyki, o ile na ten pomysł nie wpadnie najpierw kolegium IPN. To jedenastoosobowe ciało, złożone głównie z historyków, jak dotąd murem stało za prezesem i nie należy oczekiwać, by coś się tu zmieniło, a bez formalnego wniosku złożonego przez Kolegium parlament jest bezradny.
Dlatego pohukiwania, gniewy i pisma składane przez SLS są nie tylko skazane na niepowodzenie, ale wręcz niezgodne z prawem. Jedyną szansą dla śniących o odwołaniu Kurtyki, byłaby zmiana ustawy. Ta jednak, choć praktycznie gotowa, wciąż nie może ujrzeć światła dziennego bo Platforma – mimo demonstrowanej niechęci do prezesa – wciąż nie może się zdecydować na rozpoczęcie wojny o IPN.
Wywiad z Kurtyką pojawił się dzień po ataku Aleksandra Kwaśniewskiego na IPN. Poszło o kontrowersyjną książkę o Lechu Wałęsie, autorstwa pracownika krakowskiego oddziału Instytutu Pawła Zyzaka. Autor stwierdził w niej m.in., że przywódca "Solidarności" miał nieślubne dziecko.