Sytuacja ta prowokuje do sformułowania dwóch uwag. Pierwsza, zupełnie niezauważalna, dotyczy niezwykle ważnego problemu bezradności naszego państwa wobec tego rodzaju problemów. Sytuacja okresowych nadwyżek żywności zdarza się, i będzie zdarzać, coraz częściej. Kilka lat temu mieliśmy problem z owocami miękkimi, być może kiedyś zdarzy się to samo ze zbożem lub ziemniakami. Znowu wtedy popędzimy do Unii z okrzykiem "Unio ratuj". Dostaniemy (albo i nie) jakiś ochłap i uznamy sprawę za załatwioną.
Ale to nie jest żadne rozwiązanie. Rolnictwo jest dziedziną gospodarki bardzo czułą na wszelkiego rodzaju chybotliwości, zarówno natury politycznej, jak i przyrodniczej. Zawsze jest możliwa klęska nieurodzaju, jak i nadmiar produktów. Państwo jest po to, aby być przygotowanym na tego rodzaju zjawiska i stosownie reagować. Nie wiem, bo się na tym nie znam, ale może lepiej byłoby dać te unijne pieniądze producentom soków zagęszczonych i w ramach Agencji Rynku Rolnego zbudować system przechowywania tego soku. Może część z nich powinien dostać MSZ ("succes fee") i wesprzeć eksport tego soku. Wiem jedno, że państwo musi przewidywać tego rodzaju sytuacje i nie być wobec nich bierne. Wiem też drugie, że namawianie rolników, aby niszczyli swoją produkcję jest demoralizujące, nie tylko rolników.
I uwaga druga. Abstrahując od rej pierwszej Sawicki miał rację. Miał ją też Cimoszewicz, który po powodzi w 1997 roku poradził powodzianom, aby się ubezpieczyli. Naród zawył, SLD przegrał wybory. Bezmiar narodowo-politycznej hipokryzji ukazał się w całej pełni. Nie dziwmy się więc, że politycy kłamią. Mówienie nam prawdy prowadzi do klęski. A nikt przecież nie lubi przegrywać.
PS. Poproszono mnie, abym skomentował wypadek z udziałem Radosława Sikorskiego. Cóż tu komentować. Znowu państwo polskie zostało ośmieszone, a "dupazos tałada na" - jak powiadali starożytni Grecy (korekta! Nie poprawiać!). Na Ukrainę nie pojadę, bo mi wstyd. Ale o polityce zagranicznej RP w ostatnich latach w tej sprawie jeszcze napiszę.