Mężczyzna przez prawie 8 godzin okupował wieżyczkę aresztu; oddał w ziemię co najmniej kilka strzałów z kałasznikowa. Przez długi czas zrywał wszelkie próby nawiązania z nim kontaktu przez przełożonych i policyjnych negocjatorów. Ostatecznie złożył broń i oddał się w ręce policji. Od tamtej pory przebywa w szpitalu psychiatrycznym.
Żona mężczyzny oskarżała dyrekcję aresztu o mobbing. Rzeczniczka prasowa Służby Więziennej, Luiza Sałapa stwierdziła jednak, że trudno mówić o mobbingu wobec człowieka, który był awansowany i otrzymywał nagrody - ostatnią w grudniu.
W jeleniogórskim areszcie wciąż jednak trwa kontrola zarządzona przez dyrektora okręgowego służby więziennej.