By zorganizować tournee, lider zespołu stworzył fikcyjną grupę fanów i nieistniejący managment. Brytyjscy promotorzy, finalizując występy na Wyspach, byli przekonani, że mają do czynienia z amerykanką gwiazdą - tysiące fanów w uwielbieniu dających o sobie znać na serwisach społecznościowych zdawały się być tego dowodem. W rzeczywistości na koncertach w Wielkiej Brytanii pojawiło się kilku zdezorientowanych melomanów.
W Newcastle grupa zagrała dla 4 osób, a w Bristolu heavymetalowców z wybujałą wyobraźnią oklaskiwała jedynie ich ekipa techniczna.
Zdaniem obserwatorów brytyjskiej sceny muzycznej, Amerykanie dokonali cudu marketingowego, który w konfrontacji z rzeczywistością okazał się kiepską sztuczką.