Jesteśmy z Justyną stylowo różnymi zawodniczkami. Puchar Świata jest teraz tak skonstruowany, że w innych miejscach są biegi w stylu klasycznym, a w innych w dowolnym. Podzielność uwagi trenera jest technicznie trudna. Nie może być w dwóch miejscach w tym samym czasie. Myślę, że to główna odpowiedź na pytanie, dlaczego ta współpraca nie będzie kontynuowana - powiedziała Jaśkowiec podczas spotkania z dziennikarzami w Krakowie.
Przyznała, że rok spędzony z Wierietielnym i Kowalczyk był dla niej okresem wytężonej pracy, ale i spełnienia marzenia. W lutym razem z zawodniczką z Kasiny Wielkiej wywalczyła brązowy medal w sprincie drużynowym techniką dowolną w mistrzostwach świata.
Trener był bardzo wymagający, a praca, którą miałam do wykonania, była bardzo ciężka. Jednak jestem przyzwyczajona do takiego stylu niemal od zawsze. Dla mnie im ciężej, tym lepiej - mówiła.
Dodała jednak, że nawet będąc w jednej grupie bardzo często ćwiczyły z Kowalczyk oddzielnie: Było bardzo wiele treningów indywidualnych. Każda z nas realizowała to, co było wcześniej założone. Justyna pokazała mi moje słabsze i mocniejsze strony. To było bardzo ważne.
Kowalczyk podkreśliła ze swojej strony, że dobrze jej się współpracowało z Jaśkowiec: Ja się nauczyłam dużo od niej, Sylwia - myślę - znacznie więcej.
Zaznaczyła, że biegaczka z Osieczan na pewno nie mogła czuć się tak, jakby przeszkadzała w czymś jej czy trenerowi.
Zdaniem Jaśkowiec, sprawdza się sposób pracy "jeden na jeden" Wierietielnego z jego podopieczną. Od 15 lat przywykli do takiej pracy. Faktycznie, w tym układzie Justyna osiąga największe sukcesy. Może nie można tego zaburzać. Trzeba im dać komfort pracy. Trzymam za nich kciuki - dodała Jaśkowiec.
Kowalczyk skomentowała tę sytuację również po konferencji, we wpisie na Twitterze. A co do odejścia Sylwii z zespołu: to nie moje decyzje. Ten jeden raz jestem obok - napisała.
Kowalczyk, podsumowując miniony sezon, stwierdziła, że został "obroniony". To był dla mnie bardzo ciężki, ciężki sezon. Jednak to, co chciałam, osiągnęłam, to, na czym mi najbardziej zależało - wydobycie się z kłopotów zdrowotnych. Na mistrzostwach świata indywidualnie byłam czwarta oraz trzecia w sprincie drużynowym. Medal przywieziony z mistrzostw oznacza, że sezon został obroniony - powiedziała.
Podkreśliła, że od wielu lat nie cieszyła się tak na początek przygotowań do nowego sezonu - rozpocznie je w tym roku 1 maja. Pierwsze dni spędzę w Zakopanem. Będę tam dwa tygodnie. Potem udaję się do Sierra Nevada - poinformowała.
W Hiszpanii Kowalczyk również spędzi około 14 dni, a później ma w planach m.in. treningi na włoskim lodowcu. Tym razem, ze względu na zbyt długą podróż, nie poleci w sierpniu do Nowej Zelandii.
Moim celem jest przygotowanie się do sezonu najlepiej, jak potrafię, i znacznie lepiej niż do poprzedniego. Będę też próbowała biegać w maratonach narciarskich. To będzie wymagało nowych "manewrów" treningowych. Na pewno nie odpuszczę Tour de Ski, a co do reszty - to zobaczymy - stwierdziła.
(edbie)