Hasło do buntu rzucił wicemarszałek Dumy, wódz Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimir Żyrinowski, dotąd grzecznie słuchający się Kremla. Zażądał unieważnienia wyników wyborów.
Żyrinowski grzmiał, że "partia władzy po prostu ukradła głosy". Nie uznajemy rezultatów wyborów. Domagamy się ponownego ich przeliczenia we wszystkich obwodach wyborczych. Na znak protestu opuszczamy salę obrad, wrócimy dopiero po spotkaniu z prezydentem - oświadczył znany populista, nazywając ludzi partii Putina oszustami.
Za żyrinowcami z sali wyszli komuniści. Salę opuścili też posłowie centrolewicowej Sprawiedliwej Rosji. Żądają powołania komisji śledczej, która zbada przypadki oszustw w ostatnich wyborach.