Po co wobec tego do końca nie chciano oficjalnie ujawnić, czy poleci prezydent czy premier? To taka psychologiczna gra, która miała się zakończyć komunikatem wysłanym do Brukseli: „Patrz Unio, na szczyt leci Lech Kaczyński, człowiek o łagodniejszym usposobieniu, więc nie jesteśmy tacy straszni i nie chcemy unijnego fiaska”.
Prawda jednak jest taka, że różnica osobowa nie pociąga za sobą jakiegoś innego stanowiska. Nie ma tu żadnych zmian. Jeśli nie Nicea, to przynajmniej obietnica rozważenia naszej pierwiastkowej propozycji.