Po południu przed urzędem wojewódzkim związkowcy podpalili opony i zaczęli wywoływać wojewodę. W tym samym czasie grupa stoczniowców z Gdańska zaczęła atakować kordon policji, blokując wejście do urzędu. Najpierw w ruch poszły jajka, potem petardy i kamienie. Kiedy wojewoda pojawił się za szklanymi drzwiami, stoczniowcy starli się z policją. Sytuacja wymknęła się spod kontroli:
Z zewnątrz wyglądało to naprawdę przerażająco. Szpaler policjantów gotowy w każdej chwili bronić bezpieczeństwa urzędników i garstka agresywnych mężczyzn. Większość manifestujących nie miała złych zamiarów.
Pieniądze na odprawy dla zwalnianych pracowników Cegielskiego są zapewnione, a bieżące wypłaty regulowane - zapewnia wojewoda wielkopolski. Jeśli chodzi o odszkodowania, których domagają się pracownicy, to (…) po 1 listopada zgodnie z ustawą będą wypłacane - zapewnił w rozmowie z reporterami RMF FM Piotr Florek. Zresztą wojewoda o sytuacji w Cegielskim chciał dziś rozmawiać ze związkowcami, ale ci nie skorzystali z zaproszenia.
O co chodziło w proteście? Związkowcy nie chcą więcej zwolnień grupowych. W tym roku pracę w Zakładach Cegielskiego straciło około pół tysiąca osób. A ci, którzy są jeszcze w zakładzie, mogą nie mieć od 1 stycznia co robić. Nie ma zamówień na żaden nowy silnik okrętowy. Protestujący chcą też dymisji rządu, bowiem to właśnie gabinet Donalda Tuska odpowiada - ich zdaniem - za upadek stoczni, który doprowadził do kłopotów Cegielskiego.
Pomysł na funkcjonowanie fabryki mają jej władze - to wielkie konstrukcje do spawania. Zamówienia podobno są, ale szczegółów prezes nie zdradza. Chętnie mówi za to o kryzysie w branży stoczniowej. Racji obydwu stron wysłuchali nasi poznańscy reporterzy - Agnieszka Bylica i Piotr Świątkowski. Posłuchaj relacji: