Jak donosi reporter RMF FM Krzysztof Zasada, w kijowskiej siedzibie partii "Nasza Ukraina" wszystkie telefony stacjonarne są wyłączone, nie działa nawet portiernia. Media ukraińskie dodają natomiast, że kilka dni temu siedzibę partii odłączono od prądu, przerwano również dostawy ciepła, a pracownicy administracyjni od kilku miesięcy nie mogą się doprosić o pensje.
Upadek "Naszej Ukrainy" to wynik ostrego konfliktu na linii Juszczenko-Tymoszenko. Twarze pomarańczowej rewolucji uparcie się zwalczają, skupiły jednak wokół siebie ludzi, którzy nie potrafią opowiedzieć się po żadnej ze stron. Partia Juszczenki weszła w parlamencie w koalicję z Ludową Samoobroną, ciążącą w stronę Bloku Julii Tymoszenko. Spowodowało to naturalną śmierć ugrupowania prezydenta. Okazuje się, że mająca problemy "Nasza Ukraina" nie jest już nikomu potrzebna.