Choć przepis obowiązuje tylko w centralnej części miasta, i tak mało kto go przestrzega – brakuje i chęci, i warunków. - Nie ma węży, nie ma hydrantów, z których ta woda mogłaby być pobrana - tłumaczy rzecznik łódzkiej straży miejskiej, Roman Kluska.
Właściciele bronią się, że „nikt im nie kazał” myć chodników. Sens takiego sprzątania dostrzegają, ale z własnej kieszeni nie chcą płacić za wodę, wylewaną na ulice. Zamiast tego być może trzeba będzie wyłożyć pieniądze na mandat – kara za brudny chodnik może wynieść nawet 500 złotych.