Mimo to wójt gminy i część jej mieszkańców nie zamierzają przerwać głodówki. Na listę chętnych do protestu zapisało się prawie 30 osób. Cały spór ma zakończyć się 28 lipca - wtedy rząd zadecyduje, czy Ełk może się powiększyć. Wniosek w tej sprawie pozytywnie zaopiniowało już MSWiA.
Urzędnicy w urzędzie gminy pracują tymczasem normalnie. Strajkuje tylko wójt, który specjalnie w tym celu wziął urlop. Wspierają go również mieszkańcy okolicznych wsi, między innymi kobiece zespoły śpiewacze. Jak zapewniają, będą śpiewać, modlić się i głodować:
Wójt Antoni Polkowski zjadł rano śniadanie - był to jego ostatni posiłek do czasu, kiedy rząd zdecyduje, czy zezwolić na powiększenie miasta kosztem gminy.
Prezydent miasta Tomasz Andrukiewicz walczy jednak równie ostro: oflagował miasto transparentami, na których można przeczytać, że Ełk się dusi. Ponadto zorganizował happening: z urzędu miasta do urzędu gminy przeszedł pochód z jedzeniem dla głodujących, a na szpitalnym łóżku, niesionym w tym pochodzie, leżał człowiek symbolizujący "duszący się Ełk". Posłuchaj relacji Andrzeja Piedziewicza:
Miasto chce poszerzyć swoje granice argumentując, że brakuje mu terenów pod budownictwo mieszkaniowe i inwestycje o wartości ok. 8 milionów złotych. Chodzi o ponad 800 hektarów ziemi, do których doprowadzone są woda, kanalizacja i prąd. Wójt zaznacza, że gmina w ostatnich latach przekazała miastu kilkaset hektarów ziemi i - jak twierdzi - te tereny do tej pory nie zostały zagospodarowane.
Podobny protest odbył się już przed rokiem. Wówczas miasto chciało pozyskać od gminy 2 tys. hektarów ziemi. Po strajku głodowym wójta i kilku mieszkańców gminy, MSWiA negatywnie zaopiniowało ówczesny wniosek miasta.