Uznano wtedy, że brak jest jakichkolwiek podstaw, by stwierdzić że Jaskiernia był w latach 70. agentem wywiadu PRL. Jaskiernia wiele razy mówił, że nigdy nie był agentem, a wywiad zarejestrował go bez jego wiedzy i zgody. W 1992 roku znalazł się on na tzw. "liście Macierewicza" jako tajny współpracownik wywiadu PRL.
Jaskiernia liczy na to, że Sąd Lustracyjny II instancji oczyści go z zarzutów. Jego zdaniem dzisiejsze orzeczenie Sądu Najwyższego w żaden sposób nie podważa sensu wyroku sądu niższej instancji, który oczyścił go z zarzutów. W dzisiejszym uzasadnieniu nie ma słowa o meritum, czyli zarzutach dotyczących mojej rzekomej współpracy ze specsłużbami PRL – mówił Jaskiernia. To jest decyzja natury proceduralnej, na którą ja - jako osoba lustrowana - nie mam wpływu, ponieważ to jest kwestia tego jak sądy dokonują uzasadnienia swoich orzeczeń - dodał Jaskiernia.
Sąd Najwyższy faktycznie uznał, że Sąd Lustracyjny II instancji dopuścił się naruszeń prawa procesowego, jednak w bardzo konkretnych sprawach. W uzasadnieniu np. brak jest wzmianki o bardzo ważniej notatce, w której oficer SB powoływał się na informacje od Jaskierni na temat sytuacji na Uniwersytecie Jagiellońskim: Czy informacje w niej zawarte uznane zostały przez sąd odwoławczy za zgodne z prawdą. To bardzo istotny mankament. Sąd od tej powinności uchylił się - uzasadniał sędzia. Tak samo jak od rozstrzygnięcia, ile razy Jaskierni spotykał się z oficerami SB.