Generał powiedział, że sam podjął taką decyzję, ponieważ jako zwierzchnik sił zbrojnych ma takie prerogatywy wobec wszystkich podwładnych, w tym i księcia. Zastrzegł, że w razie, gdyby okoliczności uległy zmianie, złoży kolejne oświadczenie.
Harry ma spędzić w Iraku sześć miesięcy. W ramach rotacji sił brytyjskich książę uda się tam wraz ze swym szwadronem A pułku kawalerii Blues and Royals (który faktycznie jest rozpoznawczym pułkiem pancernym). Pod jego dowództwem służbę w Iraku ma pełnić 11 żołnierzy.
Przywódcy irackich milicji mówią, że fotografie księcia, ściągnięte z Internetu, rozprowadzono już wśród bojowników, a snajperzy otrzymali rozkaz strzelania do księcia. Z kolei milicje sunnickie chciałyby wziąć Harry'ego jako zakładnika i w zamian za jego uwolnienie żądać natychmiastowego wycofania wojsk brytyjskich z Iraku.
W poniedziałek iraccy politycy średniego szczebla wezwali brytyjskiego księcia Harry'ego by zrezygnował z przyjazdu do Iraku, gdyż istnieją obawy, że stanie się tu głównym celem zamachowców.
Zdaniem szyickiego deputowanego do irackiego parlamentu Falaha Szenszela, związanego z ugrupowaniem radykała Muktady as-Sadra, "książę Harry powinien pozostać we własnym kraju - w przeciwnym razie podejmie poważne ryzyko".
Książę powinien uszanować wolę narodu irackiego, naszą suwerenność i niezależność i nie czynić niczego, co zostałoby przyjęte jako umacnianie okupacji naszego kraju - powiedział iracki parlamentarzysta Allaa Abdulrazak z sunnickiego bloku Tawafuk. Ostrzegł, że obecność księcia w brytyjskich siłach w Iraku przyniesie też uszczerbek przyszłym stosunkom Londynu z nowym państwem irackim.