Jakim cudem posłowi udało się zataić informacje o transakcji i tak wielkim majątku, mimo że oświadczenia majątkowe trafiają pod lupę komisji etyki? Posłowie tłumaczą się, że mają ograniczone możliwości weryfikacji oświadczeń. Mogą jedynie porównać je z PiT-ami i wierzyć posłom, że do formularzy wpisują prawdziwe dane lub czekać co wykryją dziennikarze.
Tłumaczyć z wpadki próbuje się także Jerzy Maksymiuk. Ale robi to w mało przekonujący sposób. Twierdzi bowiem, że nie wiedział, że do oświadczenia owe 2 mln złotych powinien wpisać.
Wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski zapowiada, że jeśli sprawa trafi do Prezydium Sejmu i pojawi się wniosek, by skierować ją do prokuratury, on pierwszy za nim zagłosuje. Nie może być innego traktowania radnego, wójta, burmistrza, prezydenta a innego posła. Wręcz odwrotnie - poseł powinien być traktowany z jeszcze większą surowością - uważa Kalinowski.
Dodajmy, że za zatajenie informacji w oświadczeniu majątkowym grożą trzy lata więzienia.