Swoje kontrole prowadzą też kuratoria. Najczęściej urzędnicy mają zastrzeżenia do brudnych obozowych kuchni, zagrzybionych łazienek czy nieodpowiednio chronionych miejsc wypoczynku, na który mogą wejść obcy. Największy kłopot jednak w tym, że kuratorium sprawdza tylko te placówki, które zostały zgłoszone do urzędu. Do "dzikich" obozowisk dociera tylko, gdy ktoś się na nie poskarży.
Z szacunków Polskiej Izby Turystyki wynika, że nawet 1/3 imprez może działać bez zezwoleń i nie ma ich w kuratoryjnych rejestrach! Dlatego wszystkie kuratoria w Polsce uruchomiły wakacyjne numery telefonów, pod którymi można zgłaszać nie tylko zastrzeżenia do legalnych kolonii, ale także informować o obozach, które nie zostały nigdzie zgłoszone - pisze "Metro".