Co roku słyszymy, że nowy rozkład będzie lepszy, że będzie w nim więcej pociągów na popularnych trasach, że będą dłuższe, a wagony coraz nowsze. Co roku te zapowiedzi okazują się być tylko czystą propagandą. Tegorocznym skandalem jest fakt, że zarządca torów pozwolił przewoźnikom wprowadzać zmiany w rozkładzie do ostatniej chwili. Dlatego podróżni nie mogli kupić biletów, a panie w informacji nie miały pojęcia o pociągach, które wjeżdżały na perony.
Tymczasem już miesiąc przed wejściem nowego rozkładu w życie można się z nim było zapoznać na stronach kolei niemieckich. Nie przygotowane do wejścia rozkładu były też serwery PKP S.A. więc informacji zabrakło w internecie. Urząd Transportu Kolejowego, który powinien dyscyplinować przewoźników zaspał, a minister infrastruktury od lat toleruje to, że w PKP nadal nie myślą o pasażerach. Wygląda na to, że kompletnie nikt nie panuje nad tym, co dzieje się z polskimi kolejami. One żyją własnym życiem i niestety tylko przy okazji jakimś cudem udaje im się przewieść jakichś pasażerów.