Na godzinę 19:00 zaplanowany jest dzisiejszy trening piłkarskiej reprezentacji Polski na stadionie Ljudski Vrt w Mariborze, gdzie w środę odbędzie się mecz eliminacji mistrzostw świata Słowenia-Polska. Obiekt może pomieścić 12,000 widzów, ale spotkanie zobaczy zaledwie 5 tysięcy kibiców.

Tylko tyle krzesełek jest bowiem na kameralnym stadionie położonym w pobliżu starówki. (Na miejsca stojące podczas meczów międzypaństwowych nie zgadza się FIFA).

Wczorajszy trening biało-czerwonych odbył się na jednym z boisk treningowych miejscowego klubu Zeljeznicar. Momentami było nawet śmiesznie. Gdy rozpoczął się trening na obu bramkach… nie było siatek, gdy już się kończył, panowały egipskie ciemności. Leo Beenhakker krzyknął nawet w stronę Boruca: „Artur zapal dwie świeczki”.

W Mariborze zainteresowanie środowym meczem jest umiarkowane. Kilka osób zapytanych przeze mnie o spotkanie z rozbrajającą szczerością przecząco kiwało głowami. Srećko, który jest kelnerem w miejscowej restauracji, przyznał , że Maribor to raczej ośrodek narciarski niż piłkarski.

Zainteresowanie futbolem było tu bowiem dużo większe, gdy w lepszej formie była reprezentacja Słowenii. Tak było na przykład na mistrzostwach Europy w 2000 roku czy mistrzostwach świata w 2002 roku. Ale od czasu, gdy popadła w przeciętność, Słoweńcy pasjonują się koszykówką i piłką ręczną. I dlatego w miejscowej prasie więcej miejsca poświęca się trwającym w Polsce mistrzostwom Europy koszykarzy niż środowemu spotkaniu Słowenii z Polską na piłkarskiej murawie.

Na nudę nie narzekają za to działacze PZPN-u, którzy w zacnym 30-osobowym składzie stawili się w Mariborze. Przyjechali tu nie tylko zobaczyć mecz, ale również zwiedzić okoliczną winnicę czy odwiedzić źródła termalne. Z puli 450 biletów, jaką otrzymał PZPN, żaden nie trafił do kibiców. Dostali je działacze i sponsorzy kadry. Piłkarze o dopingu w środowy wieczór mogą zapomnieć.

I choć jak przyznaje Rafał Murawski, kibice pomagają, to tym razem muszą poradzić sobie sami. Muszą wygrać.