Nie dało się również określić czasu, że względu na to, że pani księgowa odpowiedziała, iż Narodowy Fundusz Zdrowia dokonuje takich wypłat w różnych okresach. Może to być za miesiąc, ale równie dobrze za cztery - mówi Anna Trzaszczka.
Szefowa związku pielęgniarek i przywódczyni strajku, z którą rozmawiał reporter RMF FM Konrad Piasecki otwarcie mówi, że nie wie, co robić dalej. Decyzja o tym, by zaostrzać protest, by paraliżować pracę szpitala nie zapadła i jak się wydaje, w najbliższych godzinach nie zapadnie. Anna Trzaszczka mówi jednak, że ma jeszcze w ręku strajkowe atuty: Jesteśmy w stanie wciągnąć do tego protestu jeszcze sporo pielęgniarek, ze względu na to, że pielęgniarki, które uczestniczą w proteście jednocześnie – za naszą zgodą – obstawiają dyżury na oddziałach kardiologii, intensywnej terapii.
Jeśli strajk będzie trwał na dotychczasowych warunkach, to jak zapewnia dyrektor szpitala, placówka jest w stanie działać w miarę normalnie jeszcze przez kilka tygodni. Mniej optymizmu, albo więcej negocjacyjnej odwagi, wykazuje prezydent Radomia, który mówi, że w poniedziałek złoży u wojewody wniosek o zamknięcie części oddziałów, a potem zacznie restrukturyzować szpital, co może zaowocować likwidacją niektórych z nich i zwolnieniami.
Pielęgniarki są w sporze zbiorowym z dyrekcją szpitala od stycznia. Oprócz podwyżek, domagają się także m.in. wprowadzenia taryfikatora, siatki płac i norm zatrudnienia.
Strajk w radomskim szpitalu rozpoczął się w środę rano. Strajkujące pielęgniarki, ubrane w czarne koszulki, przebywają w szpitalnej świetlicy. Na oddziałach pozostały głównie siostry oddziałowe i pielęgniarki ściągnięte na zastępstwo m.in. z poradni specjalistycznych. W szpitalu działał także utworzony przez związki zawodowe zespół interwencyjny na wypadek zagrożenia życia i zdrowia pacjentów.
Radomski szpital jest jedną z największych lecznic w regionie. Leczą się w nim pacjenci nie tylko z Radomia, ale i z sąsiednich powiatów. Placówka zatrudnia 1500 osób, z czego ok. 600 to pielęgniarki i położne.