"Prawy Sektor", czyli połączone siły nacjonalistów z "Tryzuba", czy "UNA-UNSO", też można śmiało oskarżać o "faszystowskie ukąszenie", chociaż zmienia retorykę, a jego przedstawiciele nawet spotykali się z ambasadorem Izraela w Kijowie.
Polska ma z tym niewątpliwie problem, bo ci ludzie odrzucają i nie przyjmują do wiadomości, że UPA odpowiada za rzeź Polaków na Wołyniu w czasie II wojny światowej, walczyło z polskimi symbolami na Kresach.
Jednak rosyjska propaganda nie widzi belki w swoim oku. Nacjonalistyczne i szowinistyczne organizacje w Rosji mają się doskonale. Co roku organizują "Ruski marsz" w Moskwie. Wicepremier Dmitrij Rogozin, jastrząb w rządzie premiera Miedwiediewa odpowiadający za przemysł zbrojeniowy, był liderem partii "Rodina". Partii jeżeli nie faszyzującej, to z pewnością rasistowskiej. Wystarczy wspomnieć spot wyborczy "Rodiny". Ciemnoskórzy przybysze z Azji Środkowej jedzą arbuza i rzucają resztki na ulicę, a Rogozin w kadrze mówi: Posprzątaj za sobą. I pojawia się napis: "Rodina - posprzątamy Moskwę ze śmieci".
To nie było tak dawno, bo w 2005 roku. I jak ocenia Andriej Iłłarionow, kiedyś ekonomiczny doradca Putina, ostatnie działania wobec Ukrainy rozbudziły w Rosji szowinistyczną euforię. Wrogiem są ponownie USA i Polska.
Co jednak może Polska zrobić z nacjonalistami z zachodniej Ukrainy? To zadanie dla służb specjalnych, bo istnieją podejrzenia, że są na utrzymaniu Moskwy. Dla Kremla to bardzo wygodne "hodować" ukraińskich nacjonalistów, dzięki temu wpływają na sytuację na Ukrainie. Opublikowanie dowodów potwierdzających te podejrzenia byłoby niezwykle pożądane.